Muzyczny towarzysz



niedziela, 22 marca 2009

Little big come back

      Proszę, proszę... trochę się tu kurzu i pajęczyn nazbierało. Ale to już drugi dzień wiosny i czas na porządki. Szczęściem na blogu nie trzeba prać firanek, myć podłóg i czyścić toalety. Można natomiast zacząć pisać mniej ambitnie, podejść do spraw z większym luzem, a i wpisy nie muszą być tak długie, jak do tej pory. Na początek nowej i długiej drogi pod tytułem "Come back", dobrze byłoby krótko napisać, co się u mnie dzieje. Jak zatem widać, nie będzie to tak emocjonujący post, jak hollywoodzkie filmy. Nie doświadczycie też tak naiwnej radości, jaka jest udziałem unikatowych dzieł Bollywood.

      Przede wszystkim pracuję już przez ponad pół roku. Środowisko Internetu, sprzedaż reklam. Account. Kiedy Wy oglądacie kolejny banner na portalu, ja siedzę po drugiej stronie i pomagam firmom wybrać optymalną drogę dotarcia do ich potencjalnych klientów. Czuję, że się rozwijam. Kontakt z ludźmi, dobieranie odpowiednich słów i sformułowań, by skłonić do poczynienia inwestycji, wzbogacanie swojej wiedzy o kanałach komunikacji, docierania z reklamą do odbiorców.Zdobywam wiedzę z zakresu sprzedaży i marketingu, także jest ciekawie. Studia psychologiczne się na coś przydały, hahaha.

      A’propo studiów, to już czas je ostatecznie skończyć. Przynajmniej jeden kierunek. Złożyłem zatem pracę dyplomową i w tej chwili muszę jedynie zająć się uregulowaniem płatności oraz wykonaniem kilku zdjęć. Następnie zostanie mi wyznaczony termin obrony. A potem… potem trzeba będzie przypomnieć sobie wszystkie informacje, które przewinęły się przez pięć lat. Obrona to niby formalność, ale stres zawsze będzie temu towarzyszył. Rzecz ma się trochę tak, jak z egzaminem maturalnym, choć uważam, że ten ostatni jest znacznie trudniejszy. Jeżeli chodzi o drugi kierunek, to pozostaje mi napisać esej i recenzję zamiast pracy licencjackiej.

      Ostatnią kwestią jest mieszkanie. Wreszcie przeprowadziłem się od rodziców i żyję na swoim. Tak, jak chcę. Każdy w końcu musi tego kiedyś doświadczyć. Patrząc z boku na przeprowadzkę, jest to jeden z wielu testów na dojrzałość. Tak jak praca lub poważny związek, czyli coś, czego będzie się doświadczać przez większą cześć swojego życia. Wracając do sprawy mieszkania, trzeba było zrobić generalne porządki. Poświęcając cenne godziny mojego czasu, przy dużej pomocy koleżanki, zdołałem umyć podłogi, wyczyścić łazienkę i kuchnię. Mordęga. Jak niektóre kobiety mogą czerpać z tego przyjemność?

      I tym, jakże dramatycznym, pytaniem kończę swój post. Nie udało mi się napisać ani o Manifie 2009, w której ostatnio uczestniczyłem, ani o książkach, które ostatnio przeczytałem, ani nawet o filmie „Ciekawy przypadek Benjamina Buttona”, zasługującym na znacznie więcej Oskarów. Trudno. Pozostaje mi mieć nadzieję, że wszystkie nieproszone przeze mnie tematy znajdą tu jeszcze swoje miejsce. 

17 komentarzy:

Ninuś pisze...

Realizacja w pracy więc gratuluje:)Wyprowadzka od rodziców coś w stylu wyzwania,bo trzeba samemu sobie radzic ze wszystkim,ale ma to swe plusy.To obrona niedługo i będzie się miec ten tytuł mgr przed nazwiskiem.:)

ange ou sorciere? pisze...

no nareszcie się ruszyłeś Łukasz! witam i zdrowie pytam hihihi :)) praca, pracą, dom, domem, ale Ty to kurcze zapuściłeś ten swój przylądek spokoju... a raczej opuściłeś... ble ładnie! wysil się bardziej wreszcie, bo czas na dyskusje, na wiosnę wypadałoby pobudzić mózgowinę ;)
Rozumiem, że walczysz prywatnie, ale czasem i rozluźnij się tu :)) pozdrawiam

Łukasz pisze...

[b]Niunuś[/b]:

A będzie, będzie. Choć to tylko papierek, to jakoś tak pewniej jest człowiekowi. I lepiej to w CV wygląda przecież ;-) A niech to, ile ja przeszedłem przez tą cholerną pracę i moje lenistwo, hahaha.

[b]Sorciere[/b]:

Ech, moja mózgownia to chyba odwykła nieco od wysiłku :-D Wiesz, jak juz człowiek w ogóle nie studiuje, a sam nie ma zapału by cokolwiek ruszyć, to mózg obrasta grzybnią i mało do użytku się nadaje. Ale postaram się, postaram :-)

ange ou sorciere? pisze...

no i właśnie dlatego żeby łepetynkę utrzymać w ryzach trzeba pisać ;) i nam również pomóc się rozwijać :)) hehe

ninuś pisze...

Lenistwo wiem coś o tym sama z nim walczę,ale skutecznie bo i ja prace piszę i niedługo obrona:)Miłego tygodnia

Łukasz pisze...

[b]Sorciere[/b]:

Rozwinę Was jak kot kłębek wełny ;-)

[b]Ninuś[/b]:

To będę trzymał kciuki... jak mi powiesz kiedy ;-)

Ninuś pisze...

Gdzieś w lipcu lub we wrześniu zobaczymy jak to wyjdzie:)

Iwka pisze...

Witaj Łukaszu. Przeczytałam dziś rano Twój post i normalnie przykro mi się zrobiło, albo poczułam zazdrość };) Kto mnie tam wie hehehe :)Też chcę!Kurczę, dużo się u Ciebie działo - nie dziwota, że Cię tu nie było. I do tego jaki kaliber zmian... Winszuję. A jak już sobie chałupinę uprzątniesz, to odpocznij - najlepiej przy blogu.
PS. Kiedy robisz parapetówę? Czy już too late?
Pozdrowionka ;)

Łukasz pisze...

Ninuś:

Oby szybko i bezproblemowo ;-)

Iwka:

Nie przesadzajmy, jakiegoś wielkiego zatrzęsienia nie było i to nie z powodu tych wszystkich zmian nie było mnie na blogu ;-)

Jesteś zainteresowana parapetówą? ;-D Jeszcze jej nie robiłem i nie wiem, czy w ogóle będę robił. Wiesz, w końcu mieszkanie nówka sztuka, a jak się zrobi imprezę...

ninuś pisze...

Mam nadzieję,ze obronię sie szybko i w terminie,ale zobaczymy;)Co do malowania to już postanowiłam popracowac nad sobą i dziś bylam umalowana nblask.Miłego tygodnia i u mnie dziś słońce,ale mieszane z opadami deszczu i śniegu:)

Ninuś pisze...

Sorki za błędy wynik pośpiechu;)

Łukasz pisze...

Ninuś:

Brawo. Ja też nad sobą popracowałem i się ogoliłem :-D

Ninuś pisze...

Może wiosna tak oddziałowuje kto wie p:-)

Anonimowy pisze...

Witaj!

Po przerwie w naszej blogowej znajomości doszedłem do wniosku, że dobrze byłoby odbudować dawne wzajemne "komentatorskie" relacje.

Co zaś do filmu "Ciekawy przypadek..." to odczucia mam podobne, jak Ty. Teraz się nazbyt często robi nic nie wnoszące wartościowego, plączące oczy i ogłuszające hałasem filmy przesadnie pojętej akcji, a zaniedbuje te skłaniające do refleksji. "Ciekawy przypadek..." jest jednak optymistycznym znakiem, że może nie wszystko stracone, że "rozumna" kinematografia jeszcze nie wszystek umarła.

Pozdrawiam!

Aktualnie na swoim blogu zajmuję się sprawami kulturowymi, historycznymi i religijnymi.

Zapraszam na:

my-green-way.blog.onet.pl

Agnieszka pisze...

No wreszcie coś tu spłodziłeś. Ile można unikać blogowego życia? Ale daję Ci rozgrzeszenie bo widać po Twoich słowach, że nie próżnowałeś :)
Jak już się obronisz to zawiadom nas o tym bez specjalnych opóźnień, bo trzeba będzie zacząć się do Ciebie zwracać per mgr :)
Ps. To ja dawna nimfa :)

Ela pisze...

Przede wszystkim - gratuluję! I pracy i finishu na studiach i mieszkania! Faktycznie - dużo się u Ciebie zmieniło. Ale w końcu to życie - same zmiany. Grunt, żeby prowadziły nas one coraz wyżej i wyżej i wyzej i... dawały mnóstwo satysfakcji każdego dnia. Pozdrawiam serdecznie!!!

Łukasz pisze...

Daniel:

Dzięki, że wpadłeś :-) Pewnie też do Ciebie zajrzę, niestety jednak na stałe komentatorskie, jak to ująłeś, relacje nie jestem już skłonny chodzić. Kiedy jest za dużo pracy na blogu, co oznacza przymus "obskoczenia" wszystkich zaprzyjaźnionych bloggerów, odechciewa mi się w ogóle cokolwiek robić ;-) Dlatego też postanowiłem nieco odsunąć ten przymus.

Agnieszka:

O tak, z pewnością nie omieszkam napisać o tym sukcesie :-D

Ela:

Dziękuję za życzenia, mam nadzieję, że się spełnią :-) A tak w ogóle, to niektórzy twierdzą, że jak już spadać, to z samego szczytu - tak a'propos pięcia się coraz wyżej i wyżej, i wyżej... ;-)