Czym jest Dobro i Zło? Jaka jest jego istota? Jaki jest ich status ontologiczny, to znaczy czy istnieją realnie jako zbiory przeciwstawnych sobie wartości, czy też są jedynie wytworami ludzkiego umysłu? Myślę, że ten problem nabiera w naszych czasach szczególnej wagi, ponieważ konsekwencje wynikające z jego ujęcia mogę wręcz zaważyć na losach poszczególnych cywilizacji. Bynajmniej nie przesadzam, ale też nie będę tego temu rozwijać, albowiem trzeba przejść do meritum tego postu.
Większość osób z pewnością traktuje Dobro i Zło jako istniejące bezwzględnie, niczym platońskie idee, wiodące swój byt niezależnie od ludzkich na tą kwestię poglądów. Wydaje się, że musi je za takowe uważać prawdziwy wyznawca jakiejkolwiek religii. Wszędzie tam, gdzie pojawia się Bóg (jakkolwiek by go nie nazywać), pojawia się silne przekonanie o Dobru i Złu jako o realnie egzystujących, choć mogących przybierać różnorakie formy. Oczywiście nie musi być zgodności, co do poszczególnych ich przejawów (Zło jako Szatan) lub poszczególnych składników (jakie postępowanie wobec heretyka będzie rzeczą zbożną), co da się zauważyć w wielu sporach toczących się w obrębie tej samej wiary. Jednak rdzeń owych dwóch, rozważanych tu pojęć, pozostaje taki sam. Są, znaczy się, kwestie bezsporne.
Charakterystyczna jest, dla psychicznej budowy człowieka, silna potrzeba wiary w nienaruszalne i niepodważalne wartości definiujące Dobro i Zło. Gdyby prześledzić historię idei, niechybnie okazałoby się, że wszystkie z nich musiały mieć za podstawę spójny system filozoficzny lub teologiczny, aby nadawały się do zaakceptowania. Każde Dobro, a w konsekwencji dające się z niego wyprowadzić Zło, musiało mieć za wsparcie rzeszę przekonywujących myślicieli. Konfucjusz, Platon, Jezus, Mahomet, św. Tomasz z Akwenu, Locke, Rousseau, Kant – postacie te, przynajmniej ze słyszenia, są znane chyba każdemu. Konsekwencji propagowanej przez nie wizji ludzkiej moralności, do dzisiaj widoczne są w różnorakich dyskusjach.
Jednakże powstałe stosunkowo niedawno (bo czymże jest te niecałe 250 lat obliczu 5-6 tysiącleci cywilizacji) nauki humanistyczne przedstawiają inny pogląd na kwestię Dobra i Zła. Biorąc człowieka za główny przedmiot analiz, nieświadomie raczej otworzyły furtkę do relatywizacji wartości. Nieświadomie, bowiem z początku ludziom epoki XVIII wieku, świat bez dogmatów w zakresie moralności był nie do pomyślenia. Mimo pewnych pęknięć na murach instytucji Kościoła Katolickiego (sprawa Galileusza, Kopernika czy późniejsza Darwina), wiara w Boga, i w konsekwencji w szereg trwałych wartości, była nadal silna. Ateizm wyznawało niewiele ludzi, choć niepodobna zaprzeczyć ich istnieniu. Jasnym zatem było istnienie Dobra i Zła jako czegoś niezależnego od człowieka.
W pewnym momencie, może pod wpływem poważniejszego potraktowania moralności zrodzonej w innych kulturach, a może dzięki uważniejszemu przyjrzeniu się własnym społeczeństwom, cywilizacja zachodnia zaczęła kwestionować własne wartości. Psychologia stawiała pytania o proces kształtowania się moralności u jednostek. Rozważania Freuda w temacie społecznej konstrukcji Superego (inaczej sumienia), mającego hamować grzeszne impulsy zwierzęcego Id, oraz koronne odkrycie behawioryzmu, czyli mechanizm warunkowania, coraz mocniej uświadamiały doniosłą rolę społeczeństwa w kwestiach Dobra i Zła. Także socjologia, wspomagana przez antropologię, zaczęła śmiało operować terminem „kultura”, sugerującego iż normy i wartości są pochodną społeczeństwa, jego wytworem.
Wobec wielości różnych kultur, będących wynikiem geograficznych odkryć, oraz humanistycznego podejścia do „dzikusów”, zrodziło się pytanie: dlaczego stawiamy nasze wartości przed wartościami tych Innych? Bo zostaliśmy tak wychowani, taka byłą nasza socjalizacja, wśród tych wartości przebiegało nasze dzieciństwo. A dalej: być może moralność jest tylko konsekwencją wpływu ważnych dla nas osób, a wartości nie istnieją bezwzględnie i są tylko wytworem? W ten sposób dochodzimy do postrzegania Dobra i Zła jako wynalazków, a nie odkryć, jako konstrukcji społecznych, a nie obiektywnie istniejących bytów. Praktycznym przejawem takiego podejścia (idąc za przykładem z książki „Niemoralna demokracja” Zbigniewa Stawrowskiego), są założenia demokracji liberalnej, naszej demokracji, w której moralność jednostki jest jej indywidualną sprawą. Istnieją oczywiście pewne nienaruszalne granice, ale tylko czekać, aż i one się posypią.
Oczywiście nie odpowiedziałem na pytanie postawione przeze mnie na początku. Nie jestem filozofem, bo chyba te kwestie winni rozważać jedynie oni. Po prostu obserwuję świat, zastanawiam się nad nim i mam nadzieję, że skłoniłem Was do refleksji w tym temacie. Nie wiem ilu z Was dotarło do końca – mój styl pisania jest teraz pod silnym wpływem Tomasza Manna i jego „Czarodziejskiej góry”, co nadaje mu pewnej rozciągłości i skłonności do przetykania zdań pobocznymi wstawkami… zatem czym jest Dobro i Zło?
DODAJ DO: |
|
|