Muzyczny towarzysz



niedziela, 23 listopada 2008

Zima i cielesna podstawa uczuć

      Wczoraj zaczęła się zima. Nie ta kalendarzowa, lecz ta uczuciowa, wprowadzająca nastrój lekkiego smutku i przygnębienia. Wszystkie powzięte w tych dniach postanowienia łatwo rozmywają się w mroku, zanikają wśród białych drobin śniegu i szybko zapadającej ciemności. Światła samochodów, sunących po obsianej pomarańczowym blaskiem latarni nawierzchni drogi, wprawiają w jakąś dziwną nostalgię. Myśli zbyt często zatapiają się w przeszłość, nasączając ją specyficznym odczuciem pesymistycznej definitywności.

      Dopiero w tak ubarwionym świecie można odczuć nierozłączny związek między kolorytem materii a kolorytem duszy, gdzie ciepło niesie w sobie nadzieję, podczas gdy chłód odbiera ją całkowicie. Zimne dłonie stanowią nie tylko obcą i skostniałą część ciała, lecz wprowadzają niepokój, wpuszczają do emocjonalnego krwioobiegu truciznę lęku i nieokreślonej obawy. Ta więź między psychicznym dobrostanem a organicznymi wrażeniami, ustala się w okresie wczesnego dzieciństwa, kiedy to matczyna miłość wyraża się w dotyku. Poczucie bezpieczeństwa zawiera się w delikatnym głaskaniu, czułym pocałunku, odbierającym wszelkim negatywnym stanom ich moc. Kołysanie, miarowy oddech, kojący zapach tej, która jest ciągle obecna.

      Doświadczenie miłości, to doświadczenie cielesne i cielesnością, mięsistością oraz materialnością na wskroś przesiąknięte. Umysł, będący w magnetycznej mocy tego silnego skojarzenia, polega rozwojowi, wyłaniając się z głębokiej nieświadomości ku coraz bardziej dojmującemu poczuciu JA. Miłość krystalizuje się następnie w postaci matki, stając się zewnętrzna, odrębna, już nie wszechogarniająca. Dziecko, doświadczając chwil nieobecności rodzica, kreuje abstrakcyjną formę tego najwspanialszego uczucia, oderwaną od materialnego obiektu, pozwalającą utrzymać wrażenie bezpieczeństwa.

      Mimo tych zmian, pierwotne połączenie pozytywnych uczuć z cielesnością nie zanika, lecz schodzi w głąb dojrzewającego umysłu. Zima pozwala odczuć, jak silny jest to związek. Śnieżna pora roku obdarza możliwością ujrzenia, w jaki sposób wahania nastroju mogą podlegać zmianie temperatury. Delikatna siatka niewyrażalnej przyczynowości oplata nas, niepostrzeżenie wpływając na to, czego pragniemy, co czujemy i gdzie dążymy.

      W całym tym kontekście chłód stanowi doświadczenie osobiste, które bierze swój początek ze wspólnego każdej ludzkiej istocie skojarzenia. Chłód jest cielesną formą zła, pustki, braku, co ujawnia się choćby we wszystkich przedstawieniach królowej zimy, postaci nienawistnej i odrzucającej, pomimo swojego piękna. I to ona dzisiaj zaczyna swój pochód smutku oraz przygnębienia, doprowadzając naturę, a przez to także nas, do rozpaczy. Niech ciepło mleka złączone ze słodyczą miodu ma nas w swojej opiece.

13 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Miłość to nie doścignione uczucie.. Coś czego nie da się zmierzyć czy zbadać. Tym bardziej kiedy czujemy wewnętrzną potrzebę wypalania i chłodu... Klaudia

Łukasz pisze...

klaudia - nie da się zmierzyć i zbadać, ale co ciekawe takie próby są podejmowane. I myslę, że ich wyniki są ciekawe, warte przemyśleń. Jak będę coś więcej wiedział na ten temat, to na pewno o tym napiszę :-)

ange ou sorciere pisze...

dziękuje... pięknie uchwyciłeś istotę chłodu...

Łukasz pisze...

sorciere - a dziękuję i kłaniam się :-)

ange ou sorciere pisze...

widzę, że nie tylko ja przedłużam sobie weekend nocnymi posiedzeniami
;)

Anonimowy pisze...

Zima to wieczory z gorącą herbatą i kocem. A takie wieczory są przyjemne i gorące. Fakt, latem łatwiej o pozytywne emocje, ale ja sama rzadko pozwalam sobie na smutki, może nawet nie tyle "pozwalam", co rzadko po prostu się smucę. Swoją drogą ta cecha mogłaby należeć do trzonu... Wszystko jednak jak najbardziej rozumiem. :-)

~green

Łukasz pisze...

sorciere - hiehie, niestety w weekend siedzi się do późna, a w poniedziałek jest się nie do życia ;-)

green - ee tam, smutek posiada wiele pozytywnych cech, wiele zalet ;-) Chyba kiedyś o tym napiszę, by ludzie specjalnie się czasami smucili :-D

zdegustowana pisze...

Pięknie napisane......

U mnie też chłód...

Anonimowy pisze...

Wiem, że smutek czasem jest potrzebny, ale żeby znowu miał WIELE pozytywnych cech? Od czasu do czasu warto popłakać, żeby się oczyścić. Jeśli płaczę to z bezsilności. Na szczęście dość rzadko. Hmm... Ale może rzeczywiście za rzadko płaczę(bądź po prostu mrugam), bo mam wrażliwe oczy, które łatwo się podrażniają. ;-) Z chęcią poczytam o tych zaletach.

~green

margi pisze...

Łukaszu, jakiez ja mam u Ciebie czytaniowe zaległości! Albo ja za rzadko czytam albo Ty za dużo piszesz :))))
Ale biję się w pierś z postanowieniem odrobienia zaniedbanej lektury w tygodniu najbliższym :))
Pozdrawiam z miejskiego, zasypanego śniegiem zadupia :)

Łukasz pisze...

zdegustowana - a dziękuję bardzo :-) Hm, tak, widzę że u Ciebie też jakiś chłodny przeciąg. Życiowy.

green - smutek:

1. To czas na przemyślenia;
2. To czas na oczyszczenie;
3. To czas na regenerację sił;
4. To komunikat dla innych, że coś nie jest tak;
5. To szasa dla innych, by okazali swoje wsparcie.

PEwnie nieco jeszcze zalet by się znalazło ;-)

margi - Hiehie, to chyba raczej Ty rzadko zaglądasz, bo jak sama możesz ocenić po datach publikacji, ja rzadko piszę ;-) Nadrabiaj, nadrabiaj, a ja wybiorę się do Ciebie.

Anonimowy pisze...

Witaj Łukaszu . a dla mnei 23 listopad to dzień wesoły czasem jest przed a czasem po....przyjęciu urodzinowym . jestem więc strzelcem i to analizując różne 'horoskopy" opisujące mój charakterek i osobowosc ...wręcz modelowym. Nie wyobrażam sobie urodzić w innym znaku zodiaku.Chyba czułabym się tak nieszczęśliwa jak ci co rodzą się jako dziewczynki a pragną mieć płeć chłopca.tak więc jesień mi niestraszna smutki przeganiam "z całom mocom i energiom" .Wypatruję śnieżnej i słonecznej zimy bo taką kocham.pozdrawiam serdecznie petronela-krk.blog.onet.pl

nimfa kurde blaszka pisze...

Ja zimno uczuć i odczuć najbardziej odczuwam późną jesienią, po ciepłym lecie i kolorowym początku jesieni, a przed czekającą nas jeszcze zimą. Zima już daje nadzieję na coś pięknego i na cipło bijące ze świąt najbardziej rodzinnych, zabaw karnawałowych itd. Poza tym zaraz po niej nastanie życiodajna wiosna :)