Muzyczny towarzysz



czwartek, 16 października 2008

2.

      Wypuścił z dłoni żarzący się jeszcze niedopałek. Czarny, cylindryczny kształt upadł na brukowe kostki i potoczył się poza światło latarni. On otworzył drzwi lokalu i spokojnym, spacerowym jeszcze krokiem wszedł do środka. Woń parzonej kawy wniknęła w jego nozdrza i rozeszła się po płucach. Była to jedna z tych ulotnych przyjemności, które trwają zaledwie chwilę, by zaraz potem roztopić się w przeszłości. Zostaje tylko blaknące z czasem wspomnienie, nigdy tak intensywne jak tamta chwila, ale równie upragnione.
      – Dzień dobry – przywitał z uśmiechem stojącą za kasą dziewczynę, opierając się dłońmi o lakierowane drewno lady. Wyglądające zza szyby chłodziarki ciasta prężyły czekoladowe ciało i słały owocowe pocałunki.
      – Dzień dobry – odrzekła wesołym głosem – Czego pan sobie życzy?
      – Poproszę… – uniósł głowę i popatrzył na podświetloną tablicę ze spisem oferowanych napojów – Latte.
      Mimo zawahania zamówił to samo co zwykle. Podał kartę na pieczątki, jedno z wielu posiadanych przez siebie dzieci programów lojalnościowych, zapłacił i skierował się do wolnego stolika w rogu. Lubił te wygodne fotele, tak dobrze harmonizujące z mleczną pianką Caffe Latte. Oparł ciemnoszarą, naramienną torbę o ścianę, a płaszcz przewiesił przez oparcie jednego z mebli. Wyciągnął z kieszeni telefon komórkowy, paczkę Black Devili oraz zapalniczkę i położył wszystko na blacie. Usiadł.
      Czekając na wezwanie do odebrania kawy, obserwował rozmawiające osoby, przeważnie od niego młodsze. Spotkania ze znajomymi, randki, sprawy biznesowe. Rzadko można było tu spotkać kogoś bez towarzystwa, choćby w postaci laptopa. W tym małym, rozpływającym się w jednym aromacie świecie, nie darzono zbytnią sympatią poczucia osamotnienia. Eremici nie chodzi do Coffeebarów, a każdy, kto chciał sam na sam zostać ze swoimi myślami, wolał zrobić to w domu. Tu zaś bywano po to, by ogrzać się w cieple wzroku, oddechów czy gestów.
      – Latte! – dobiegający go głos z końca przerwał nić myśli. Samoobsługa.
      Gorący kubek rozcieńczonego mlekiem espresso posłusznie czekał na niego. Parujący z niecierpliwości, na białym spodku, łaknął odrobiny cukru. Brązowe, słodkie grudki posypały się z otwartego papierka wprost na gęstą pianę, po czym zaczął powoli tonąć. Całość została zmieszana obijającą się o ścianki łyżką. Pierwszy łyk i komfort siedzeń dobrze świadczyły o lokalu.
Zapalił czekoladowego papierosa. Na zewnątrz rozpadał się deszcz. Do środka wchodzili przechodnie, uprzednio otrzepując zroszone kroplami parasole. Szybko zrobiło się gwarno.
      – Colę z lodem.
      – Niech będzie cappucino…
      –Co bierzesz? – rzucały w pośpiechu głosy.
      Zanikł gdzieś dźwięk saksofonu, nuty zgubiły się wśród słów, a jego spojrzenie lawirowało między twarzami. Każdy stolik pokrył się szklankami, popielniczkami oraz pustymi papierkami po cukrze. Powietrze zapełniło się smugami dymu. Ktoś zbił kubek i rzucił kilka niecenzuralnych wyrazów, które na chwilę uciszyły rozmowy, wznowione jednak potem z większym zapałem. Wyjął książkę próbując się skupić.
      – Hej! – kobiecy głos przeciągnął w pozdrowieniu samogłoskę, podkreślając tym samym swoje zaskoczenie. W emocji wibrowało dalekie echo wspomnień. – Pamiętasz mnie?
      Uniósł głowę, by spojrzeć na dziewczynę.

8 komentarzy:

Klaudia pisze...

Cóż w takim twarzystwie napiłabym się nawet trucizny... Choć jak mówią kawa to czarna śmierć

petronela-krk.blog.onet.pl pisze...

No,no Łukaszu ,nieźle a nawet bardzo dobrze. Widze ,że próbujesz sił na niwie pisarskiej. I to doswiadczenie potrzebne w Twojej profesji.Pozdrawiam serdecznie. Bogusia=Brydzia=Petronela

nimfa kurde blaszka pisze...

Oj nieee. Jak się zaczęło rozwijać to nastał koniec :( Oj buuu :(
Ponieważ codziennie do pracy przejeżdżam Nowym Światem to odkąd przeczytałam Twoją poprzednią notkę zaczęłam się rozglądać za opisywaną kawiarenką. Ciekawe czy przedstawiasz zupełną fikcję czy cos co się przytrafiło naprawdę.

Anonimowy pisze...

Hmm, a ja zastanawiam się nad tym samym co Nimfa.

~green

margi pisze...

Intrygująco się robi. Ciekawe czy On bedzie Ją pamiętał. Cierpliwie będę czekać na ciąg dalszy. Tylko błagam - niech On wyrzuci te papierochy. Nawet czekoladowe!
Pozdrawiam zdecydowanie postanawiając, że musze spróbować Latte. Wszystko przez sypiące się na piankę kawałki.. Chyba czekolady?? :)))))))

margi pisze...

przyszłam posłuchac allison crowe "hallelujah". To piekne jest!

Iwka pisze...

Witaj Łukaszu :)
Przeczytałam az dwie częsci, bo lepiej mieć pełen ogląd :) Ciekawie piszesz. Jeśli to nie jest zupełna fikcja literacka, to nieźle się zapowiada.

Będę wpadać, ale to nie to sasmo co onet.

3maj się

Łukasz pisze...

klaudia - mam nadzieję, że nigdy nie uda mi się zaaplikować śmiertelnej dawki ;-)

petronela - no, takie tam próby :-)

nimfa; green - tak, ta kawiarnia realnie istnieje. Na Chmielnej :-)

margi - a można poprosić o odrobinę czekolady do smaku. Ba, nawet mozna jej nasypać ile się chce, choć ja nigdy tego nie robię. A co do papierochów, to raczej nie wyrzuci :-p

Cieszę się, że muzyka Ci się podoba :-)

iwka - nie jest to zupełna fikcja, ale większość jest wymyślone. Poza tym nie mam scenariusza w łowie, a piszę "na żywca" ;-)